Skwer Śladów Zdobywców
W samym centrum Karpacza, tuż obok Urzędu Miejskiego przy ulicy Konstytucji 3 Maja, znajduje się miejsce zupełnie inne niż typowe aleje gwiazd. Zamiast odcisków dłoni celebrytów, na brązowych płytach wmontowanych w chodnik widnieją ślady butów wyprawowych. To Skwer Śladów Zdobywców – swoista galeria polskiego himalaizmu pod gołym niebem.
Spacerując główną ulicą Karpacza, łatwo przejść obok tego miejsca bez zwrócenia uwagi. Warto jednak zatrzymać się i spojrzeć pod nogi.
- odciski butów polskich himalaistów
- Kamień Everestu jako symbol
- bliskość do Urzędu Miejskiego
- unikalna galeria pod gołym niebem
- inspirujące historie zdobywców
Polski himalaizm w sercu Karkonoszy
Skwer powstał w 2006 roku z inicjatywy Magdy Siemaszko-Arcimowicz, wieloletniej gospodyni legendarnego schroniska Samotnia. Pomysł był prosty – uhonorować tych, którzy zdobywali najwyższe szczyty świata, w miejscu gdzie wielu z nich stawiało pierwsze kroki w górach. Karkonosze od dziesięcioleci były treningowym poligonem dla przyszłych zdobywców Himalajów.
Idea nawiązuje do znanych alei gwiazd, ale z jedną zasadniczą różnicą. W Międzyzdrojach aktorzy odciskają dłonie, w Miliczu siatkarze również. Tutaj bohaterami są buty – to one niosą himalaistów na ośmiotysięczniki, przez lodowce i śnieżne ściany.
Na skwerze znajduje się ponad 20 brązowych płyt z odlanymi śladami butów wyprawowych, każda opatrzona autografem właściciela. Lista nazwisk czyta się jak who is who polskiego alpinizmu: Jerzy Kukuczka, Wanda Rutkiewicz, Krzysztof Wielicki, Maciej Berbeka, Andrzej Zawada, Anna Czerwińska, Piotr Pustelnik, Artur Hajzer. Są też Leszek Cichy, Andrzej Czok, Zygmunt Andrzej Heinrich, Halina Kruger-Syrokomska, Janusz Majer, Piotr Morawski, Anna Okopińska, Dariusz Załuski i wielu innych.
Zdobywców wybiera specjalna kapituła złożona z przedstawicieli Urzędu Miasta i Szkoły Górskiej. Bierze pod uwagę nie tylko osiągnięcia sportowe, ale też wkład w rozwój polskiego himalaizmu i górskich wydarzeń.
Kamień Everestu – 12 ton historii
Centralnym punktem skweru jest potężny głaz ważący ponad 12 ton, zwany Kamieniem Everestu. Ustawiono go w 2010 roku z okazji 30. rocznicy pierwszego zimowego wejścia na najwyższy szczyt Ziemi. To właśnie dwaj Polacy – Krzysztof Wielicki i Ryszard Gajewski – dokonali tego wyczynu 17 lutego 1980 roku, w warunkach które wielu ekspertów uznawało za niemożliwe do przeżycia.
Kamień stoi tu jako przypomnienie, że granice ludzkich możliwości są do przesunięcia. Zimowy Everest to nie tylko mróz sięgający minus 40 stopni, ale też wiatry przekraczające 200 km/h i ciemność trwająca przez większość doby.
Co konkretnie można tu zobaczyć
Skwer to niewielka przestrzeń, którą można obejść w kilka minut. Większość osób spędza tu jednak znacznie więcej czasu, pochylając się nad kolejnymi płytami, czytając nazwiska i próbując dopasować je do konkretnych wypraw. Każdy ślad buta to osobna historia – Kukuczka i jego korona Himalajów, Rutkiewicz jako pierwsza Polka i trzecia kobieta na Evereście, Wielicki z Koroną Himalajów i Ziemi.
Brązowe płyty wmontowane są bezpośrednio w nawierzchnię chodnika. Można dotknąć odlewów, stanąć obok i porównać rozmiar własnej stopy z butem wyprawowym. Dzieci uwielbiają to porównywanie – ich stopy często mieszczą się w połowie śladu.
Autografy przy każdym śladzie dodają osobistego charakteru. Niektóre są czytelne i staranne, inne bardziej chaotyczne – jakby podpisywane w pośpiechu, między treningami a kolejną wyprawą.
Wielu himalaistów przyjeżdżało osobiście na uroczystości odsłonięcia swoich śladów. W ceremonii uczestniczyli między innymi Krzysztof Wielicki, Anna Czerwińska, Piotr Pustelnik i Artur Hajzer.
Dla kogo jest to miejsce
Skwer działa na różnych poziomach. Fani alpinizmu i miłośnicy górskiej historii znajdą tu prawdziwe sanktuarium – każde nazwisko to opowieść o determinacji, odwadze, czasem też o tragedii. Wielu z upamiętnionych himalaistów zginęło w górach, robiąc to co kochali najbardziej.
Dla rodzin z dziećmi to dobry punkt do krótkiego postoju podczas spaceru główną ulicą Karpacza. Można opowiedzieć dzieciom o górach wyższych niż wszystko co znają, o ludziach którzy nie poddają się mimo mrozu i wiatru. Proste i zrozumiałe.
Nawet osoby zupełnie niezainteresowane himalaizmem często zatrzymują się zaintrygowane. Ślady butów w brązie, nazwiska, daty – to budzi ciekawość. Kto to był? Gdzie zdobywał? Dlaczego akurat tutaj?
Karpacz i polska wspinaczka – naturalne połączenie
Wybór Karpacza na lokalizację skweru nie jest przypadkowy. To stolica Karkonoszy, miejsce gdzie od pokoleń Polacy uczą się wspinaczki. Skały w okolicy, szlaki na Śnieżkę, trudne zimowe warunki – wszystko to tworzyło treningowe zaplecze dla przyszłych zdobywców Himalajów.
Dzięki zaangażowaniu Magdy Siemaszko-Arcimowicz ze schroniska Samotnia, do Karpacza regularnie przyjeżdżają legendy polskiego himalaizmu. Spotykają się, dzielą wspomnieniami, przekazują doświadczenie młodszym. Skwer stał się naturalnym miejscem tych spotkań.
Od pierwszego odsłonięcia 24 września 2006 roku w południe, skwer systematycznie się rozrasta. Nowe nazwiska, nowe ślady, nowe historie. Kapitula nadal pracuje, wybierając kolejnych zasłużonych dla polskiego himalaizmu.
Informacje praktyczne
Lokalizacja: Skwer znajduje się w centrum Karpacza przy ulicy Konstytucji 3 Maja 54, bezpośrednio przy budynku Urzędu Miejskiego (dawna Villa Sanct Hubertus). To główna ulica miasta, więc trudno go przegapić.
Dostępność i ceny: Skwer jest ogólnodostępny przez całą dobę i bezpłatny. To przestrzeń publiczna, więc można przyjść o każdej porze. Najlepsze światło do zdjęć jest w godzinach przedpołudniowych i popołudniowych, gdy słońce dobrze oświetla płyty.
Ile czasu przeznaczyć: Samo przejście i rzut oka to 5-10 minut. Jeśli ktoś chce przeczytać wszystkie nazwiska, przyjrzeć się śladom i Kamieniowi Everestu, warto zarezerwować 20-30 minut. Fani himalaizmu mogą spędzić tu nawet godzinę, szczególnie jeśli mają przy sobie smartfon i sprawdzają historie poszczególnych zdobywców.
Jak dojechać: Skwer leży przy głównej ulicy Karpacza, którą przejeżdżają autobusy lokalne. Jeśli ktoś jedzie samochodem, w okolicy jest kilka parkingów – najbliższy przy Urzędzie Miejskim, choć w sezonie bywa zajęty. Alternatywnie można zaparkować przy jednym z pobliskich hoteli lub pensjonatów i dojść pieszo – centrum Karpacza jest małe i przyjazne pieszym.
Co jeszcze w okolicy: Kilkaset metrów dalej znajduje się Wang – drewniany kościół norweski przeniesiony do Karpacza w XIX wieku. W drugą stronę, również w niewielkiej odległości, jest dolna stacja wyciągu na Kopę. Główna ulica pełna jest restauracji, kawiarni i sklepów z pamiątkami.
Skwer najlepiej odwiedzić jako jeden z punktów podczas spaceru po centrum Karpacza. Można połączyć to z wizytą w Wang, kawą w jednej z lokalnych kawiarni czy zakupami regionalnych produktów.
Warto mieć przy sobie telefon – nie po to żeby robić setki zdjęć, ale żeby móc sprawdzić historie himalaistów których nazwiska widnieją na płytach. Każde z nich kryje fascynującą opowieść o wyprawach, sukcesach i porażkach, o granicach ludzkiej wytrzymałości.
